NASZA TWÓRCZOŚĆ
OPOWIADANIA
„Mój dziadek
powiedział”
Mój dziadek od urodzenia mieszka w Wysokiej. Dobrze pamięta lata powojenne
naszej miejscowości.
Wraz z rodzicami prowadził gospodarstwo rolne. Ciężko pracował. Wszystkie
produkty rolne sprzedawał na miejscowym targu. Do miasta jeździł wozem konnym
lub rowerem. Były to najczęściej spotykane środki lokomocji. Rowerem jeździł
listonosz rozwożąc gazety i listy. Znaczna część mieszkańców chodziła pieszo w
ciężkich drewnianych butach tzw. „drewniakach”.
Niektóre budynki w mieście były zniszczone, z powybijanymi szybami. Mieszkania
po wojnie ogrzewano piecami kaflowymi.
Ulice w Wysokiej były wąskie, wyłożone kostką brukową. Wysoka to teren rolniczy.
Swoje zwierzęta domowe gospodarze pędzili ulicami miasta na łąki i pastwiska. W
centralnej części Wysokiej znajdował się rynek. Był on miejscem handlu i spotkań
towarzyskich.
Po wojnie wodę w mieście pobierano z okolicznych studzien lub pomp ręcznych.
Jedna z nich znajdowała się na ul. św. Walentego.
Nad bezpieczeństwem miasta czuwała milicja.
Straż pożarna miała swoje siedziby w starym, drewnianym budynku. Do pożaru
jechała wozem konnym.
Założono Gminną Spółdzielnie - Wysoka, która uruchamiała pierwsze sklepy.
Zakładano elektryczność w mieście i okolicznych wsiach. Prąd elektryczny był
wielkim udogodnieniem dla wszystkich. Niektórzy posiadali radioodbiorniki.
Zaczęła funkcjonować apteka. Do chorych jeździł lekarz rowerem lub wozem konnym.
Proboszczem w Wysokiej był ks. Roman Budniak. Komunię świętą dziadek przyjmował
wraz ze starszymi braćmi i siostrami. Nie było kaplicy cmentarnej. Zwłoki
zmarłych były wyprowadzane w procesji na cmentarz.
Szkoła podstawowa znajdowała się przy ul. św. Walentego. Dzieci miały mało
podręczników, pisały piórami atramentowymi.
Organizowano pierwsze zabawy taneczne „na strzelnicy”. Latem wyjeżdżano w Góry
Wysockie na tzw. majówki.
Dziadek mówi, że życie po wojnie w Wysokiej było ciężkie, ale wszyscy z nadzieją
patrzyli w przyszłość.
autorka: Ewa Kleczka